piątek, 13 lutego 2015

Weekend zaczyna się po piątkowym poście, remember.

piątek, 06.02’14
Koncert w Toruniu… Obiecałem rok temu, że wrócę - wróciłem. Było niesamowicie. Co koncert fani z Torunia układają mi jakąś piosenkę i śpiewają na zakończenie. Tak było i tym razem. Na początku kilkaset osób miało problem ze złapaniem wspólnego rytmu, ale trochę pomogłem i w końcu mogłem zrozumieć tekst - jak zwykle piękny. Może po prostu Toruń będzie pisał mi piosenki na płytę? Dziękuję Wam za ten koncert, za trasę, za Wasze zdarte głosy, za pożegnania pod busem, za wszystko. Toruń dał radę, znów! Wracamy właśnie do Warszawy, dlatego, że w niedziele prawdopodobnie wyjeżdżam kręcić teledysk, więc chociaż jeden dzień spędzę z przyjaciółmi i z bratem. No i z Weedym w swoim domu. 

sobota, 07.02’14
Wróciłem z Warszawy w piątek, co nie było zbyt idealnym pomysłem. W sobotę spałem do 20:30, więc już wiecie, co się działo. Po prostu „spotkałem się ze znajomymi”. Obudziłem się, zamówiłem kebaba (tak wiem, zdrowo i wcale nie tłusto), zjadłem i spałem dalej. Nie lubię takich dni, ale też nie lubię krótkich imprez. To bez sensu, jak już odpinać wrotki, to bezpiecznie do końca, ale no… bywa też inaczej. Na fanpejdżu mojego ulubionego klubu ujrzałem post, że zostawiłem u nich dowód. Niestety zobaczyłem to w poniedziałek…

niedziela 08.02’14
Obudziwszy się rano po 24 godzinach snu wstałem i poszedłem na siłownie. Po siłowni spotkałem się z przyjaciółmi na tak zwane wpieprzanko, gadanko. Umówiliśmy się do kina - dobra, no to wieczór zaplanowany. Zapomniałbym, gdybym nie wszedł na fejsbuka (a tak wszyscy narzekają, że uzależnienie), że właśnie w niedziele Grzesiu Hyży gra koncert w Stodole, na który zapraszał mnie już jakiś czas temu, ale plan teledysku miałem ustalony właśnie na ten dzień, więc myślałem, że to przegapię. Jednak w życiu nie ma przypadku i wszyscy super bawiliśmy się do „Wstaję”, czy „Pusty dom”… Po koncercie niestety nie było już tak wesoło. Dostaliśmy telefon w sprawie mojego perkusisty Błażeja, już pewnie wszystko wiecie. Błażej miał wypadek, leży w szpitalu, więc trzymajcie za niego kciuki. Tutaj link do artykułu:
http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20150208/REGION05/150209665
Ciężko, ciężko… plan teledysku nagle przełożony na jutro, czyli wtorek i nie kręcimy go w Sztokholmie z powodu panującej tam pogody, tylko na Helu. Co Polskie, to gorsze? Nie wiem… Boje się, bo teledyski kręcone za granicą zawsze lepiej mi się podobały chociażby z powodu nieznanych mi miejsc, widoków i atmosfery. Klipy to najgorsza robota spośród wszystkich moich „obowiązków”. Stoisz przed kamerą, marzniesz lub pocisz się przez cały dzień, ruszasz tymi ustami albo głośno śpiewasz tę samą piosenkę w kółko od rana do wieczora, a na sam koniec czujesz się jak wyliniały materac. No ale dobrze… to dopiero jutro. Przecież dzisiaj Grammy. Zarwaliśmy noc i oglądaliśmy całą galę, nagle na zegarku pojawiła się 05:00 - oho, no to grubo, z taką twarzą jutro to na pewno będzie pięęęękny teledysk…

poniedziałek, 09.02’14
Obudziwszy się za późno z powodu cholernego, późnego występu Beyonce, na który tak strasznie czekałem, a był jednym z gorszych z całej gali, miałem strasznie zły i męczący wszystkich ludzi dookoła humor, a przecież jeszcze nie mam stylizacji, spakowanej walizki i grosza chęci. W pewnym momencie po kilku aferach z ekipą robiącą klipa stwierdziłem, że mam to wszystko w dupie, rozbieram się i wracam do łóżka i posłucham jakiejś muzyki, a o locie to Gdańska, a potem podróży na Hel nawet nie chcę słyszeć. Zrobiłem tak, nie odbierałem telefonów, zlewałem totalnie wszystko - a lot za 1,5 godziny. Ostatecznie pomyślałem, że… kurcze no, przecież na co dzień jestem raczej miły, nie robię kłopotów - więc i tym razem nie przygwiazdorze. Z pomocą przyjaciół i brata zdążyłem spakować wszystko, co było potrzebne, odebrać cholerny dowód z klubu i wyruszyć na lotnisko. Dotarłem do Gdańska, skąd odebrała nas ekipa SMOŁY STUDIO i dotarliśmy do naszych domków, gdzie zorganizowaliśmy pogadówe pt. „jakie klipy i w jakim klimacie robimy następne i jak bardzo musimy rozjebać rynek”… takie rozmowy są najlepsze. Teraz sen, dobranoc. 

wtorek, 10.02’14 
Trzeba było wstać bardzo wcześnie, by złapać dobre światło i wyrobić się ze wszystkimi scenami, które są w scenariuszu. Zmarzłem kosmicznie, jeszcze niedawno mówiłem, że dziwna ta zima, bo nie było takiego dnia, bym tak porządnie zmarzł. Tak na maksa. No i padło na dzień kręcenia klipu. Wiadomo, morze, porywisty wiatr, który zrzucał mi czapki z głów. Mówię czapki, bo zmieniałem je do ujęć. Mam też w klipie pewne Panny, które były bez kurtek i w koszulkach na ramiączkach… Na nie to już w ogóle patrzyć nie mogłem, bo umierałem na miejscu z zimna. One też umierały, ale z tego co widziałem, to są zadowolone. Będzie fajny, subtelny i chwytający za serducho klip - bardzo spokojna piosenka, więc z klipem też przegiąć nie można. Będzie super. Musimy zrobić mega rozpierduche w internetach na temat tego klipu. Myślę, że piosenka jest na tyle dobra, że warto pokazać ją całej Polsce. A nóż metka Justina Biebera przypięta mi i przypinana wciąż przy prawie każdym wywiadzie, zostanie odcięta. Oby. Bo ani my podobni, ani muzyka ta sama… 

ŚRODA, 11.02’14
Obudziłem się dość późno, dlatego, że zrobiliśmy posiadówę pod tytułem „YouTube party - kto zna lepsze i bardziej śmieszne filmiki w sieci”. Cały dzień miałem pełno zajęć, jeszcze do tego przyjechała Głuszko, która mega chciała się bawić… ale niektórzy nie mieli siły. Wyrabiałem paszport, no bo przecież niedługo trzeba zrobić sobie jakieś wakacje, a ważny był do 20stego stycznia. Poszedłem do złego urzędu, a było już za późno, by iść do tego właściwego - no więc co, idę na siłownie. Po drodze w podziemiach spotkałem Dziarme z Wardęgą i poszliśmy coś wszamać. Wiecie, przed siłownią zawsze warto, no bo z czego te mięśnie zrobić? Zwłaszcza, jak ma się tak szybką przemianę materii jak ja mam… Nie da się przytyć, nie da się. Ale coś się wykombinuje, lato idzie, polskie morze, piwko, koc i chill - can’t fuckin’ wait! Byłem też u fryzjera, skrócić mojego czirokeza, potem zjadłem znów jakiś drugi obiad i pojechałem na jazdy. Już końcówka i zaraz będę miał egzamin. Czuję się dobrze za kółkiem, chcę się już wozić w swoim aucie, jeździć do Gorzowa przy fajnej muzyce, a nie targać ten bagaż pociągami. Pendolino  nie dojeżdża do mojego pięknego, rodzinnego miasta, więc jest troche kiepsko. Zwłaszcza, że jedyny pociąg bezpośredni jest nocą, a wiecie, mamy trochę świrów w tym kraju. No więc tak… pojeździłem sobie nocą po Warszawie, po czym wróciłem do domu, posiedziałem ze znajomymi, połowa z nich poszła na imprezę, potem wrócili i siedzieliśmy dalej… no było dobrze, asortyment tez mieliśmy, więc rozmowa się kleiła… i to bardzo.

czwartek, 12.02’14 
Cały dzień co do minuty miałem zaplanowany. Nawet Sara, kiedy ktoś pytał się, co robimy, wysyłała screena z terminarza. Jazdy, ponowne załatwianie tego paszportu, też kiedyś trzeba było jeść, gdzieś wcisnąć siłownie i nagrania dla EskaTV. Przy czym Weedy też musiał robić siku, a w domu już się nauczył, że jak zrobi, to marny los jego. Tata krzyczy, a co, nie mogę? Czasem trzeba… :) Potem znów posiadówa, ale wszyscy popadali jak kawki przytuleni do siebie marząc i śniąc o swych miłościach… w końcu za dwa dni walentynki.

piątek, 13.02’14 
- Wstałem o 5;40, nawet nie zdążyłem się ogarnąć, a trzeba było już wyjeżdżać.  Śniadanie w McDonaldzie, bo blisko stacji, gdzie się zatrzymaliśmy. Zdrowo, nie powiem… a tak bardzo się staram, no ale dobrze. Może przytyję, w końcu widzimy jak ludzie w USA wyglądają, gdzie ich dzień zaczyna i kończy się na BigMacu. Dziś był koncert w Głogowie… Byłem tu w tamtym roku, więc fajnie było znowu być w tym samym miejscu. Ja tak lubię. Lubię grać w tych samych miejscach. Znam backstage, znam organizatorów, scena też zapoznana, ludzie prawie wszyscy Ci sami… śpiewać nie umierać! :) Było Was mnóstwo, cieszę się, że wykupiliście kolejny koncert i to Wy ściągnęliście mnie tutaj znowu. Pamiętajcie, że to nie ja proszę się o koncerty. To miasto musi mnie zaprosić :) Jutro czas na Gdańsk. Dziś zobaczę się chociaż z kilkoma znajomymi, no bo przecież z Głogowa do Gorzowa wcale nie jest tak daleko i jakoś tam zahaczę o tych kretów. Rano znów wyjazd, ale w sumie już się przyzwyczaiłem, że codziennie jestem w innym mieście. Robię to przecież dla Was…


Piątkowa tradycja będzie trzymana i o nic się nie musicie martwić. Chyba fajnie, bo zbieram dla Was wrażenia z całego tygodnia i na pewno nie zapomnę o niczym, nawet o tym, że poszedłem sobie zjeść. 

Tak czytałem ostatnio listy od Was… kurczę, coraz bardziej martwię się Waszymi problemami z rodzicami. Ja wiem, że to mega prywatne sprawy i nie mam zamiaru tutaj wypisywać imion i nazwisk. Nie napiszę też co czytam w tych listach, bo byłbym głupcem. Ale nie możecie tego olać… W szkołach macie pedagogów, którzy pomogą Wam z każdym problemem, jakim macie, od tego przecież kurcze są. Ja wiem, że myślicie, że to wstyd i że nie pójdziecie, bo będą się śmiali… Ale musicie się otworzyć przed kimś i wygadać się do bólu. Ja nie mogę być wszędzie, chociaż strasznie bym chciał. Mam też związane ręce i nie jestem w stanie Wam pomóc, jak ludzie, którzy są wykształceni i MAJĄ OBOWIĄZEK to zrobić. Zwierzcie się im i nie bójcie się tego, że będzie jeszcze gorzej, albo, że wyślą Was do ośrodków, czy do domów dziecka. Oczywiście, nie mówię tutaj o wszystkich rodzinach, nie chcę, by ktoś poczuł się urażony… Mówię o mniejszości, która ma wielki problem. I jeśli czytają to rodzice właśnie tych dzieciaków, które do mnie piszą - a czyta tego bloga kilka milionów ludzi, więc pewnie ktoś taki się zdarzy - pamiętajcie, że nawet Wasze małe dziecko ma uczucia i widzi i słyszy wszystko, każdą kłótnie. Więcej pisać nie będę, bo sam jestem dzieckiem, ale… sam latałem do pedagogów i bardzo mi pomogli. Spróbujcie, zobaczycie, że będzie dobrze.

Ponoć ktoś nie otrzymał zdjęcia z obozu. Proszę, w komentarzu niech napiszą osoby, które NIE MAJĄ ŻADNEGO ZDJĘCIA ode mnie. Jeśli chodzi o osoby, które robiły sobie ze mną kilka zdjęć, a ich nie wrzuciłem, to nie macie o co się obawiać, bo nie mogę ich wrzucić. Sprawiedliwość mym drugim imieniem :) love u

na koniec miła wiadomość, JUTRO PREMIERA TELEDYSKU DO „SZEPCZĘ”! Pamiętajcie, że musimy zrobić premierę taką, jaką robimy zawsze. Jutro ustalimy plan, gdzie spamujemy linkami - niech ten teledysk, z którego jestem mega zadowolony, zobaczy pół polski. O to właśnie przecież chodzi… 

dobranoc, moje walentynki. Walentych zostawię w spokoju.

























piątek, 6 lutego 2015

zaczynamy piątkową tradycję!


Okej, piątek wygrał - to właśnie w ten dzień, co tydzień będę wstawiał nowe posty. W komentarzach pod którymś z wcześniejszych postów to właśnie ten dzień wymienialiście najwcześniej, a to, że wszystko tworzymy razem - i teraz zdaję się na Was. Także w piątkowe popołudnia, przed imprezą, będziecie mogli poczytać post o tym, co działo się przez poprzednie 7 dni.

Ostatnio pisałem o tym, że 1 turnus obozów fanowskich ze mną minął strasznie szybko i już musiałem się z nim pożegnać, a tu co... wczoraj żegnałem się z 2 turnusem. Kurcze, ten czas naprawdę biegnie nieubłaganie i nic na to poradzić nie możemy. Kolejny świetny tydzień ze wspaniałymi osobami, które przyjechały tam dla mnie, ale też po to, by korzystać z warsztatów, zajęć i z samych siebie. Na obozach poznajecie mnóstwo nowych ludzi, powstają koleżeństwa, przyjaźnie, czasami też się kłócicie - ale niepotrzebnie. Zdaje mi się coraz częściej, że lubicie się kłócić i czasami jest to jedyny powód do tego, by to robić. Kłótnie nie są fajne, zabierają Wam czas, który możecie wykorzystać całkiem inaczej, a skoro ten czas tak zapieprza, czemu nie zwracać na o uwagi? Zastanówcie się :) Tak czy inaczej jesteście najlepsi, wiecie :D

Poprzedni post zatytuowany został "3xK", dziś dorzucam jeszcze jedno K, a dokładniej Kraków. Odwiedziłem Kraków w niedziele, by zrealizować kolejny projekt, który zaplanowaliśmy na ten rok. Wyszło świetnie, a premiera chyba już za 3 dni... tak, szybko, wiem, ale chyba dla Was lepiej. Już większość z Was wie o co chodzi, no ale ja twardo nie mogę nic mówić, zabroniono mi. Ale na pewno nie będę grał w odcinku Szkoły, pamiętajcie - ja śpiewam, śpiewak, mikrofon, zespół i te sprawy. Po premierze będziecie mieli okazje słuchać mnie w TVN codziennie. Dobra, już się uciszam. Po samym planie poszliśmy się trochę wyluzować na gokarty, potem do hotelu na pogadanke. Gadali gadali, aż zastał ranek - czas wracać do Kazika! Odwiedziliśmy Kazimierz, przywitałem nowy turnus, po czym znów musiałem się pakować i na następny dzień wracać do Warszawy - Gala Bestsellerów Empiku wzywała. Na gali śpiewałem i wręczałem statuetkę w kategorii GRA. Występ wyszedł świetnie - publiczność nie taka, jaką widuję przed sceną zazwyczaj, ale też super - w końcu trzeba poszerzać horyzonty, prawda? Było też kilka kwiatonatorsów, które wygrały wejściówki w jakichś tam konkursach - miło było. Nigdy nie miałem koncertu, na którym nie widziałem choć jednej, kwiatonatorowej twarzy. W sumie zawsze jest Was mnóśtwo. Za to Was uwielbiam.

Po gali wróciłem do Kazimierza spędzić czas z moimi dzieciakami. Czasami nie wytrzymywałem ze śmiechu, zwłaszcza podczas obozowego Mam Talent, kiedy udajecie mnie, lub odtwarzacie jakieś sytuacje z mojego życia. Odgrywacie to idealnie, więcej takich występów!

Toruń, Toruń, Toruń - to już za 4,5 godziny. Tak, widzimy się, śpiewamy jak najgłośniej. "Dawid do Torunia wróć" - taką piosenkę zaśpiewaliście mi podczas koncertu w zeszłym roku, obiecałem, że wrócę. Wróciłem i nie mogę się doczekać, aż znów Was zobaczę.
Także tak, dziś koncert i po koncercie wracamy do Warszawy - mam chyba wolne na 6 dni, ale coś mi tu nie gra. Muszę chyba jeszcze raz zaktualizować kalendarz, bo to byłby jakiś cud.

Link do zdjęć z kolędowania po pokojach TURNUS 2!












fot. Szymon Źródłowski

sobota, 31 stycznia 2015

Krynica, Kazimierz, Katowice - 3xK motherfu*kers.

No i po koncercie w Krynicy... Podróż do tego miasta i podróż powrotna była straszną męczarnią. Upokojeniem jednak był sam koncert, Wasze twarze, głosy i energia, rodziny i muzyka. Było super, pomijając, że podróż tam zajęła nam 8 razy więcej, niż sam koncert. Love Krynica! Miejsce, w którym powstała połowa płyty zaliczona, jeśli chodzi o koncert - Pozdrawiam!

No i co... zaczęły się obozy. Czas, na który co turnus czeka 110 osób, ja i moja ekipa. Śpiewanie, kształcenie, wykłady, tańczenie, granie na instrumentach, pokazywanie swoich talentów - kurcze, czy to nie jest piękne? Najchętniej chciałbym mieć Was wszystkich tam przy sobie, szaleć, tańczyć na salach czy chodzić po pokojach. Trochę bym musiał się nachodzić... przy 110 osobach idzie mi to mizernie i zajmuje bardzo dużo czasu, a co dopiero, gdybyście byli tam wszyscy, hah...  Nagraliśmy razem piosenkę, niestety, teledysków w te ferie nie robimy, dlatego, że nie mamy na to czasu. Latem jesteśmy razem na turnusie dwa tygodnie, a nie tylko tydzień, no ale ta przerwa od nauki po prostu trwa krócej. Mam nadzieję, że każdy, kto na obozie jest, czy był, nie żałuje... To obóz muzyczny, kształcicie tutaj słuch i głos, grę na instrumentach i dowiadujecie się o tym, co się dzieje w moim życiu od tej drugiej strony. Prawie jak tutaj, na blogu. Lubię ten czas... niestety pierwszy turnus już wyjechał. Było pożegnanie z dodatkiem wielkich płaczy, było chodzenie po pokojach i żegnanie się. Było po prostu smutno, cały tydzień przeleciał jak dwa dni, no ale czasu nie oszukasz, niestety. Tak czy inaczej - było niesamowicie i z niecierpliwością czekam na drugi turnus, mam nadzieję, że będzie równie śmiesznie, emocjonalnie i miło, tak? :) tak.

Było też podpisywanie w Katowicach, ostatnie podpisywanie jeśli chodzi o moją platynkę, POP&ROLL Bylo niesamowicie. Spędziłem z Wami 5 godzin, podpisałem każdą płytę, usłyszałem od Was kilka słów, porozmawialiśmy, pośmialiśmy, czy też popłakaliśmy sobie... Ważne, że byliśmy razem, mimo tego, że musieliśmy przenieść to podpisywanie z grudnia na styczeń. Kolejka ciągnęła się tam, gdzie mój wzrok już nie sięgał. Z jednej strony to straszne, bo nie wiesz ile osób naprawdę czeka na podpis i ile godzin po zamknięciu galerii będziesz musiał jeszcze tam siedział, a z drugiej... przecież czym więcej, tym lepiej! Dziękuję za mnóstwo prezentów, listów i śmiesznych gadżetów. Dziękuję, że razem ze mną wciąż świętujecie tę płytę, że już znacie każdy tekst piosenki i że chętnie je śpiewacie. Czekać teraz tylko na koncerty plenerowe... nie mogę się doczekać Dni Kurczaków, Pomidorów, czy Rzodkiewek - podaje przykłady, ale jak trafne! :)

Zabieramy się za kręcenie materiału VIDEO dla Was. Będziemy wszystko wrzucać na YouTube, będziecie dużo oglądali. Dużoooo! 
Załączam dla Was zdjęcia i zdjęcia, które robiłem sobię z Wami w pokojach.

+ mój pierwszy raz na snowboardzie, a jaki udany! Wiadomo, początki były mega trudne i kość ogonowa nie dawała rady od upadków, ale dziś było już zajebiście i czuję, że będzie to teraz mój ulubiony sport. Zmieniam zawód słuchajcie...
do zobaczenia!



Zdjęcia pokojowe do pobrania: