Dobra, no to teraz może w końcu ja opowiem Wam o moich wrażeniach z tego dnia.
Przeglądając artykuły o tej imprezie, zauważyłem, że uwaga była skupiona na rzeczach, które w tym momencie i w tym dniu były najmniej ważne, chociażby dla mnie. Ludzie, pseudo gwiazdy znani z tego, że są znani, wciskali się na ściankę śliniąc się okropnie. To jeden ze standardów na takich imprezach. Moim zdaniem, jest to jedna z najważniejszych nagród muzycznych w Polsce. Cała impreza powinna się opierać na muzyce. Tak też było, ze strony organizatorów, artystów występujących i niewystępujących - Honorata czy Margaret, bacznie czekały na występy i chciały posłuchać swoich kolegów z branży - to się szanuję. Nie szanuje się parodiowania i zwracania na siebie uwagi reporterów różnymi dziwnymi zachowaniami, które wykraczają poza moje kubki smakowe, no ale dobra, nie jestem przecież Panią Karoliną Korwin-Piotrowską, by zajmować się tymi sprawami… ona właściwie się z nimi rozprawia.
Wstałem o 6:30, szybkie śniadanie, prysznic, książka Prawo jazdy kategoria B i do samochodu. Pojechałem na próbę - pierwszy krok po drabince na scenę i doszło do mnie, że właśnie spełniam swoje kolejne marzenie. Rok temu wielki szał na warszawskim Ursynowie, Kwiatkowski otrzymał zaproszenia na MTV EMA Preparty 2013 i z bliska zobaczy ludzi, którzy osiągnęli to, o czym on sam marzy. Błagałem firmę Aloha from deer, by szybko mi coś podrzucili do ubrania, dlatego, że z Gorzowa przywiozłem dwie pary spodni i kilka koszulek. Idę, biorę znajomych i idę. Wtedy już troszeczkę wiedziałem o tym świecie, byłem po odebraniu nagród Eski i Glamek, otrzymałem złotą płytę - ale kogo to obchodziło? Nie zależało mi na tym, chciałem tylko zobaczyć ludzi, którym kibicowałem i widywałem w telewizji na żywo, wcześniej nie miałem nigdy takiej okazji. No i BANG!, widzę Margaret, czy Bednarka… Kamil wtedy odbierał nagrodę i leciał bodajże do Amsterdamu - po zakończeniu wszystkich występów powiedziałem swoim znajomym, że chcę w przyszłym roku stać na tej scenie i być chociażby nominowanym do nagrody MTV.
No i właśnie wchodząc na próbę na scene, dotykając mikrofonu i oglądając, jak kilkadziesiąt ludzi pracuję nad moim występem, zorientowałem się, że to właśnie kolejny dzień do listy Dni, w które spełniłem któreś z moich marzeń. Po próbie na wykłady, 4 godziny siedzenia na tyłku w wielkim stresie i w ćwiczeniu całego występu po cichu w głowie. Potem do stylistki, na chwilę do domu, następnie do moich przyjaciół, którzy przyjechali do Warszawy z Gorzowa, by zobaczyć tę chwilę, zdążyłem jeszcze wziąć małą lekcję śpiewu no i czas jechać na miejsce.
Pełno wywiadów, tych trafnych i tych mniej. Pełno miłych słów i głupich spojrzeń innych ludzi.
Ostatnie chwile w garderobie z moim zespołem - nagle słyszymy, "Dawid Kwiatkowski i BAND proszony za scene" - oho, zaczyna się. Dobra, nic, Wrzosek, przynieś mi wody, jedną butelkę, dwie… Stresowałem się tak, jak nigdy. I nie samym występem, bo na scenie nie mam kompletnie stresu. Tylko tym, że muszę to marzenie spełnić jak najlepiej - no i chlast. Łapię mikrofon, widzę pełno moich fanów, krzyczę SIEMA WARSZAWA! i widzę swój odsłuch na ziemi, baterie kilka metrów dalej. Dwa dni wcześniej pisałem do Margaret SMS i pytałem się, jak rok temu było z odsłuchem, czy wszystko działało tak jak powinno. I wszystko działało, niestety jestem tak skoczny, że pasek na moich spodniach, o który zaczepiony był odsłuch, nie wytrzymał - panika, ale trzeba śpiewać, Wrzosek latający i przypinający mi odsłuch - niestety, baterie wciąż na ziemi. Pierwsza piosenka śpiewana bez odsłuchu i co? I było świetnie. Potem schowałem się na chwilkę na backstage, gdzie mój monitorowiec szybko włożył mi nowe baterie. Możecie w oczach zauważyć mój strach pod tym linkiem:
http://veedo.pl/rozrywka,2,2554/najbardziej-wyczekiwany-wystep-mtv-ema-pre-party,1358273#referer=search&phrase=dawid+kwiatkowski&sort=relevantion
Później wszystko już poszło tak, jak miało pójść. Wiadomo, jest niedosyt, no bo głupi odsłuch, ale nie ma co narzekać. Schodzę ze sceny, Igor krzyczy - STARY, JAKI ROZPI3RDOL, było najlepiej - no i od razu japa się cieszy. Wszyscy gratulują, skrzynka wiadomości w telefonie pękała od przesłodzonych słów - byłem w siódmym niebie. Za chwilę znów krzyczą - Dawid, za chwilę odbierasz statuetkę, na scenę! Film w tym momencie mi się urwał, obudziłem się leżąc na kanapie w garderobie przytulony do statuetki. Każdy chciał dotknąć, każdy chciał potrzymać, zrobić sobie z nią zdjęcie - wtedy właśnie doszło do mnie to, że ją mam. Że mam statuetkę, którą trzymali najwięksi. Od Michaela Jacksona, po Rihanne. Potem znów wywiady - ale już bardziej trafne, typu "Jak się czujesz, jak występ?" - tu w końcu chodziło o muzykę, a nie o to, ile zarobiłem przez rok.
Potem impreza do białego rana - już miałem w dupie totalnie to, czy jutro przeczytam w gazetach, że sława mnie negatywnie ogarnęła i baluję do rana - taki był plan, świętować musiałem.
I świętowałem, świętuję do dzisiaj. To był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu i chyba w końcu czas podziękować Wam, moim wspaniałym fanom.
Bez Was bym tego nie miał. Wiem, że mam najlepszych fanów na świecie, najbardziej kochanych i oddanych. Czasami może to przekraczać poza granice, które gdzieś tam stawiają Wam Wasi opiekunowie, np. wtedy, kiedy głosujecie, gdy trzeba spać, no ale co ja poradzę… <mhmm>, haha.
Statuetka to dowód, że znów osiągnęliśmy razem coś, co było kiedyś niemożliwe. Ja + Wy to mieszanka niesamowita, co dwie głowy, to nie jedna - wierzę, że damy radę zdobyć, wygrać i pozbyć się wszystkiego, chociażby niepotrzebnych, negatywnych emocji. Pamiętajcie, ja też jestem dzieciakiem. Dorastamy razem. Widzę, jak poznajecie świat, jak zaczyna Was on ranić, a potem znów podnosić na nogi. Widzę Wasze pierwsze zauroczenia, kłótnie z rodzicami, czy pierwsze dni w liceach, nowych szkołach. Widzę to i czuję się jak taki ojciec. Ojciec, który ma za zadanie wygładzić Wam jak najbardziej tą ciężką drogę, którą musicie pokonywać muzyką. Muzyką, która ma Wam grać w sercu. No bo przecież nie znacie nikogo, kto nie słucha muzyki. A czemu nie ma takiej osoby? Dlatego, że to właśnie ona wnosi do naszego życia chęć wyjścia z domu i zrobienia tego, co wcześniej odkładaliśmy sobię na jutro, na jutro i znów na jutro.
Trwa ostatni etap głosowania MTV. Z 300 artystów z całego świata, zostało 10. Doda w wywiadzie zapytana, czy mam szansę, powiedziała, że nie jesteśmy w stanie pokonać pewnej liczby, liczby, która jest tam na zachodzie, czy daleko na wschodzie. Ma trochę racji, lecz wiara nie pozwala mi do końca zgodzić się z jej słowami i dlatego proszę Was wszystkich o ostatnie oddanie głosów na mnie. Pamiętajcie, że liczba jest nieograniczona. Porozsyłajcie do znajomych, wstawcie na tablice na fejsie - jeszcze 2 dni i już Was nie męczę.
http://pl.mtvema.com/glosowanie#cat=worldwide-act - tutaj link.
Jutro wylatuję do Glasgow, mam szansę spotkać wielkie gwiazdy zagranicznej muzyki. Spakowałem ze sobą książke Ozziego Osbourna od Łukasza do podpisania no i aparat - teraz to ja będę psycho i latać będę od Miley, po One Direction - o ile będę miał taką okazję. Pamiętam o pozdrowieniach dla polskich fanów, don't ya worry.
Bardziej prywatnie - skończyłem teorię na prawku, teraz tylko jazdy i egzamin - fuck yeah! :)
łapcie zdjęcia, trzymajcie się i słyszymy się po powrocie
Fot. powyżej- Dariusz Bres http://dariuszbres.pl/


























































































