poniedziałek, 15 grudnia 2014

MEET&GREET Warszawa 06.12.14

No to tak... trochę już minęło od koncertu w Warszawie, a tu wciąż coś lub ktoś o nim przypomina. Tym razem będę to i ja, a więc... mam dla Was zdjęcie z MEET&GREET, który odbył się po koncercie. Kto mógł wejść i zrobić sobie ze mną zdjęcie?

Przy wejściu na koncert, każdy z Was dostaje jedno zdjęcie. Ale nie to samo. Mamy 4 rodzaje zdjęc, 4 różne fotki, które są Wam rozdawane. Na końcu, po bisach, na scenę wychodzi Igor, lub Wrzosek i oznajmia Wam, które zdjęcie ma wstęp po koncercie na scenę, gdzie robione są zdjęcia, które trafią później na mojego bloga. Lepiej nie wymieniajcie się tymi  No więc co… dłużej Was już nie trzymam w niepewności - proszę bardzo, macie zdjęcia i róbcie sobie z nimi co tylko chcecie.
Fotografował, jak Wy tam Szymka nazywacie...
"Piękny i Boski Szymon Źródłowski"?  No więc tak, Szymon Źródłowski! :)


A co do przyszłego weekendu - będzie trochę pracowity, ale taką pracę, to ja lubię. Najpierw czeka na mnie wigilia firmowa w mojej wytwórni - MyMusic. Będzie bosko. Kocham pracowników tej firmy, więc na pewno bez bolącego brzucha od śmiechu się nie obejdzie. Następnie koncert. Poznań, czekam na ten koncert i czekam i się doczekać nie mogę. Pamiętacie rok temu? Śnieg, ślizgawica, chodzić się nie dało - mam nadzieję, że w tym roku takich jaj i spokojnie wejdziecie do klubu. Następnego dnia, Lublin - tutaj troszeczkę inna sytuacja, ale tak samo wyczekiwana przeze mnie. Galeria Handlowa - w sumie to uwielbiam grać po galeriach. Dźwięk dźwiękiem, ale tak śmiesznie, jak do galerii nagle wpieprza się tysiąc kwiatonatorów i roznoszą każdy sklep po kolei, to się szanuje. No i co… Kraków! Lubię tam wracać. Byłem ostatnio na podpisywaniu i mam mega dobre wspomnienia z tego dnia - obiecaliście w każdym mieście, że znacie już kazdy tekst piosenki z płyty i z tych, które gram jako covery, czyli np. Stu Policjantów Justyny Steczkowskiej. Tak więc będę Was sprawdzać i jak zobaczę, że ktoś nie śpiewa, to będzie kara. Weekend pełen pracy, ale Kwiatkowski to lubi.

"Miły i inteligentny chłopak jesteś, dobrze, że Ci nie odbiło" - usłyszałem dzisiaj od taksówkarza w Gorzowie Wielkopolskim. W sumie to rzadko spotykane. Zazwyczaj jest tak, że ludzie z miasta, z którego się pochodzi a jest się osobą, która coś osiągnęła, Cię nienawidzą. Po prostu. I ja też tak mam. Oczywiście oprócz moich przyjaciół i odłamka tych, którzy "szanują i tolerują" (o jakiej tolerancji my tu mówimy, lol). Ale to jest śmieszne. Lubię jeździć po Gorzowie z tatą jego autem. Auto obklejone moim ryjcem i napisami "www.jestemdawid.com", jednak sam Dawid siedzi obok. I nie, nie jara mnie to, że ludzie zwracają na mnie uwagę. Jara mnie to, że widzą, że lubię tam wracać bo to moje miasto. Mój ukochany Gorzów. Zawsze będę tam wracać, czy to się komuś podoba, czy nie. Smutna rzeczywistość, ale prawdziwa, niestety.

Dziś myślałem nad tym, by zrobić coś w stylu "akustycznych piątków", czwartków, czy poniedziałków. Cokolwiek. Chcę pamiętać skąd się wziąłem. A wziąłem się z coverów, dlatego chcę co tydzień wrzucać coś dla Was. Jest to też fajna forma pokazania Wam tego, czego słucham. No więc tak, plany planami, ale trzeba wziąć się do roboty, więc no… zaczynamy!
Teraz jesteśmy w drodze do miasta za Łodzią - tak kochani, rozwożę Wam choinki. Chociaż ten dzień jest już dla mnie strasznie długi, daje radę. Jedna już za mną, jeszcze dwie.
a ja już Wam życzę Wesołych Świąt! :)

https://www.youtube.com/watch?v=u8rjrPIGZ5U


































czwartek, 11 grudnia 2014

dzisiaj piszę z KIA, lol

To już rutyna - znów jestem w aucie. Tym razem jadę do Was do Krakowa. Podpiszę Wam każdą płytę POP&ROLL. Widzimy się w Galerii Krakowskiej około godziny 17stej. Widziałem na instagramach i twitterach, że już czekacie, musicie więc wiedzieć, że zapieprzam po autostradzie jak głupi, by do Was zdążyć. Weedy śpi i ma wszystko w dupie, jak zawsze.

Dziś na podróż założyłem ortalionowe dresy (nie, nie zaczynam kariery szafiarza i nie, to żaden sponsorowany post), po prostu tak bardzo przypomniało mi się dzieciństwo, te dziury w każdym możliwym miejscu po skakaniu przez płoty i wywracaniu się przy grze w piłkę. Już jestem dużym Dawidem, który w torbie ma słoiki z bigosem od mamy. Fajne te życie, wiecie? A to w dużej mierze dzięki Wam.

Wczorajszy czwartek bardzo miły - zaliczyłem kolejne godziny jazdy, chcę w końcu mieć to prawko i swojego pięknego citroena c4 kaktusa, fuck yeah bitches. Byłem na siłowni, w radiu na nagraniu, a potem na winie u znajomych. Wypili dwie butle, poszli do kina. Klątwa Jessabelle - film przedstawiany jako horror, a tylko raz wywróciliśmy cały popcorn do góry nogami, tylko raz… Nie był za straszny, ale wymagał wytężenia szarych komórek i tak naprawdę cały film żyłem w kłamstwie, jeśli chodzi o głowną postać. W sumie ona też. Więc takie mocne 5/10 - pisał krytyk filmowy, Dawid Kwiatkowski.

W sumie… do tego życia w autach i w busach da się przyzwyczaić. Leżę sobie teraz właśnie tak:
i jest całkiem wygodnie. Mam swoje ulubione kanapki, wodę i halsy. Prowadzi mój ulubiony kierowca - Wrzosek. Weedy bawi mi się w nogach, albo śpi. Zatrzymujemy się na stacjach, jemy, jedziemy dalej. W miejscach, do których jeżdżę, jest mi bosko. Mam jeszcze więcej jedzenia w garderobach. Niektórzy trochę srają i zachowują się w stosunkach do mnie jakbym był Królową Elżbietą i zaraz pewnie gdyby mieli taką możliwość, rozłożyliby mi czerwony dywan pod nogi. Ale ludzie, nie trzeba. Jestem Dawid. Nie Pan Dawid, nie Gwiazda Dawid. Po prostu Dawid. Tak samo bekam i robię kupę jak Wy. W sumie nie wszyscy, no bo dziewczyny kup nie robią. Mam nadzieję…

Wracając do podpisywań, jest problem z Katowicami i na pewno nie odbędą się onę 17stego. Policja się nie zgodziła, czy coś takiego, nie wiem dokładnie, SATURN na swoim fanpage Wam wszystko napisze. Ale walczymy o następną datę, nic się nie martwcie. Pamiętam o Was. Pamiętam też o innych miastach, ale kochani… gdyby rok trwał 600 dni, a ja mógłbym się rozdwoić… byłoby super.

Tak więc… pisałem pisałem i dotarłem pod Galerię Krakowską - idę na backstage, a Wy już się szykujcie. Muszę przebrać dresy, bo takiej popeliny to ja nie zrobię. See ya there! :)
łapcie kilka zdjęć z koncertu z Warszawy,
fot. Artur Rawicz/koncertomania.pl






wtorek, 9 grudnia 2014

weedy i laptop na kolanie - można pisać dalej!


No i co… kolejny raz piszę do Was z trasy. Naprawdę w aucie piszę się najlepiej. Nikt nie gada, piękne widoki na polskie pola, muzyka w tle i tylko piszesz i piszesz i piszesz, pięknie.

Podpisywanie we Wrocławiu oczywiście było wspaniałe. Świetna organizacja ze strony Saturna, piękna i gorąca Nina, która Was rozgrzewała przed samym spotkaniem i kolejka na 4 godziny. Tak to ja mogę spędzać każdy wieczór z Wami. Tak też było w Gdańsku. Pełno kochanych, śpiewających i oczekujących na podpis mord. Niektórych widziałem na każdym podpisywaniu. Niektórych pierwszy raz w życiu. Nieważne, ważne, że widziałem.

Poniższa część notki pisana 04.12.14

Wczorajszy dzień miałem dość pracowity. Wstałem o 8, szybkie śniadanie i do taksówki. Sala prób, moje chłopaki i piękne, nowe, świeże i soczyste aranże na nową płytę - aż chce się przychodzić na próby, mówię Wam! Te koncerty będą tak świetne. Każdy z nas ma sentyment do 9893tour, ale tu będzie działo się coś więcej prócz muzyki i szaleństwa. Będzie może też czasami strach, obawa. Nie wiem, ja to tak odbieram. Jak najwięcej emocji musi Wam podpłynąć do gardła. Po próbach szybko do domu wyprowadzić i nakarmić Weediego i wyruszyłem do studia Jaka to Melodia? by nagrać 3 piosenki do kilku odcinków. Powiadomię Was, kiedy będzie emisja, o nic się nie bójcie. Następnie pojechałem do Złotych Tarasów do Sizeera, gdzie przez chwilę poczułem się jak sprzedawca, dostałem plakietkę i doradzałem jakie buty kto powinien kupić, a potem usiadłem i podpisywałem dla Was płyty i dawałem autografy. Niestety nie każdy załapał się na autograf - przepraszam, czas mieliśmy ograniczony, a jak zwykle było Was mnóstwo (co mnie niezmiernie cieszy). Szybko podpisałem kilkadziesiąt zdjęć i porozrzucałem osobom, które nie miały okazji wejść do samego sklepu, ktoś z Was złapał? :) Zaliczyłem też siłownie, zawiozłem też skuter do garażu pod Warszawą, wróciłem i poszedłem spać, byłem niesamowicie pięknie padnięty. Fajnie jest być padniętym. Nie mówię o kacu. Mówię o zrealizowanych rzeczach przez cały dzień, no.

Do koncertu w Warszawie zostały dwa dni. Nie stresuję się w ogóle, mimo tego, że jest to nowa trasa, nowe piosenki, nowe wszystko. Pierwszy raz będę je śpiewał na scenie. Pewnie stres złapie mnie już na backstage'u. Musi być moc. Musicie śpiewać jak najgłośniej, wtedy padnięci wrócicie do domu i pójdziecie spać, a nie będziecie szlajać się po Wawie, jak to lubicie robić. Czasami jak wychodzę z klubów po różnych afterach, widzę Was jak siedzicie na murkach i tylko patrzycie, czy jestem bezpieczni. Chorzy ludzie, no chorzy… :D
Bilety możecie kupować bodajże do jutra, albo do soboty do godziny 12.
ebilet.pl lub w salonach empik - wybierajta.

Na koniec mam do Was taką malutką prośbę. Nie pytajcie proszę, czy Was kojarzę. W wielu przypadkach niestety nie mogę przypisać sobie twarzy do jakiejkolwiek sytuacji i czuję się jak idiota, że mimo tego, że powinienem, to nie pamiętam. Dobrze? Jestem głupi i nie pamiętam mnóstwo rzeczy. Bez kalendarza i notesu nie dałbym rady w życiu, więc bądźcie wyrozumiali :) No chyba, że ktoś wszedł mi do przyczepki do busa i jechał z nami ukrywając się w niej - tak, wtedy na pewno kojarzę.

Do tych, z którymi widzę się zaraz w Gdańsku, mówię do zobaczenia, a do reszty - do usłyszenia!

pisał dla Was zmieszany Kwiat, nie wiadomo czemu, trochę też zestresowany z pewnego powodu. 
Posłuchajcie sobie The Veronicas - Untouched, fajna nuta, stara, ale fajna.


09.12.14

No i co… tak srał Kwiatkowski, tak okropnie srał, a koncert był przezajebisty. Kupiliście wszystkie bilety, samych moich znajomych było stu no i ta atmosfera… Było niesamowicie. Ta kurtyna, ten moment, kiedy stałem do Was plecami i w pewnym momencie obróciłem się i zobaczyłem Was pierwszy raz, ten moment, kiedy zacząłem śpiewać pierwszą piosenkę, czyli Morze Łez i Wy zaczęliście śpiewać ją ze mną, no po prostu najkurwalepiej. Zaczęło się kochani! POP AND ROLL!!!
Następny cel - Poznań. Zostało około stu biletów, więc kochani… lepiej się śpieszyć. Możecie je kupić w empiku lub pod tym linkiem:
http://www.ebilet.pl/szukaj.php?t=t&tid=16234
Tak strasznie nie mogę doczekać się tego koncertu.
a już planując następny rok… widzimy się w walentynki!!!
http://www.ebilet.pl/szukaj.php?t=t&tid=16272

Teraz wracam z Gorzowa. Przyjechałem chociaż na jedną noc spotkać się z rodzicami i z babcią, która strasznie choruję i muszę być przy niej. Nakręciliśmy też kilka wywiadów, które zobaczycie w okresie świątecznym. To były inne wywiady, tak strasznie zostałem pozytywnie zmanipulowany, że się otworzyłem i odpowiadałem na pytania fajne, a nie te o tym, że jestem polskim Bieberem. Bo nie jestem. I nie chcę być.  Muszę też zaznaczyć, że określenia, które wymyślacie, stają się sławne. Dziś zostałem zapytany jaka jest różnica pomiędzy Kwiatopato a Kwiatonators i trochę żem nie wiedział co powiedzieć, hahaha. To śmieszne. Wrócę tam na święta, o ile sąsiedzi nie zjedzą mnie za popisaną klatkę przez niektórych z fanów. Nie wygląda to dobrze, a mama musi latać ze ścierą i wodą, by mogła żyć w bloku, więc proszę Was - nie róbcie tego więcej. Nie potrafię być zły tak, czy siak. Kurczę.

Po nowym roku jadę do funfli na Ukraine, do samego Lwowa. Zastanawiam się, czy znajdą się i tam tacy, jak w Londynie, którzy chcieliby się ze mną spotkać. Musicie mi dać jakoś znać, wiec czekam na informacje.

Teraz kończę, prześpię się z godzinkę, obudzę się w Warszawie, skoczę zrobić coś dla siebie i pójdę spać, jutro mam dość dużo spraw do załatwienia od samego rana, a w czwartek znów wyjeżdżam. Kraków - bądź czujny, nadchodzę!!!



















wtorek, 2 grudnia 2014

wciąż z samochodu piszę się najlepiej.

upsi, a co tu na tej rączce?



Kiedy jestem w domu, zawszę mam coś do zrobienia. Zawsze muszę się czymś zająć i brak mi czasu. Teraz, kiedy jadę na kolejne już podpisywanie do Wrocławia, znów jestem w aucie i z miłą chęcią bez pośpiechu mogę do Was napisać. 

Ostatnio pisałem do Was z autostrady do Łodzi. Łódź, jak i późniejszy Poznań, były niesamowite. Przybyło Was łącznie około 3000, lub 4000 tysięcy ludzi. Więc moja ręka się trochę namachała, nie powiem. Ale dobrze… bardzo mnie cieszy, że płyta wśród Was jest mega uważana i lubiana. Że w momencie, kiedy czekacie, ja podpisuje, leci płyta, a Wy śpiewacie każdą piosenkę. Bardzo się cieszę. Widzieć teksty piosenek, które się pisało gdzieś tam po kątach na ustach innych ludzi - niesamowite uczucie, polecam. 

Po Łodzi spokojnie wróciłem do Warszawy i spędziłem miły wieczór w towarzystwie laptopa. Inaczej było w Poznaniu.  Poznań to miasto doznań - wiadomo, ale że aż takich… Rano pyszne, chińskie żarcie i do domu - Warszawa wzywała. Jeszcze raz dziękuję Wam za te dwa spotkania. Dostałem od Was mnóstwo prezentów i listów. Ja nie wiem, czy zdołam je wszystkie przeczytać, naprawdę. Ale się staram. Weediemu też się wszystko podoba, dajecie mu takie prezenty, że aż sam nie mogę w to uwierzyć. A jaką ma frajde, jak rozpakuje mu wszystko i w tym wszystkim się topi, haha…

Spędziłem teraz trochę czasu na organizacji swojego życia. Przestałem ostatnio gotować, jem jakieś ścierwa. Więc znów muszę się zebrać do kupy i na spokojnie zebrać opinie co, jak i do czego i zacząć jeść naprawdę zdrowo. Bo zdrowie powinno być dla nas najważniejsze. Jeszcze te fajki, ale spokojnie. Dużo odpowiedzialności uczy mnie sam Weedy, bo zawszę muszę być na czas w domu, nie zostawiam go dłużej niż na 3-4 godziny, a rano, pierwsze co zrobię, muszę wziąć go pod pachę i zejść, by się wysikał. A nie, przepraszam. Muszę pięknie się ubrać, bo pod domem mam moich przyjaciół Panów fotoreporterów, którzy zarobią hajsik na tym, jak wyjdę w gaciach i kapciach. Nie ma tak łatwo Panowie. Najnowsze zdjęcia spod domu możecie zobaczyć w Bravo, z Sarą na spacerze. Bravo lubię, nie lubię łamania mojej prywatności. Ale no "ciesz się z tego, co chciałeś kolego" i tyle. 
Siłownia na szczęście weszła mi w nawyk i jest to już moja codzienność, lato się zbliża, więc… no. Jeśli chcecie dość prymitywny i łatwy sposób, który OT CO działa, jeśli chodzi o mięśnie brzucha - ściągnijcie sobie aplikacje na iPhona (nie wiem, czy na androida też jest, sprawdźcie to) Perfekcyjny brzuch. Ćwiczenia są naprawdę dobrze i o ile wykonuje się je SYSTEMATYCZNIE (nie ma ku*wa zmiłuj!) to działają. Ale już koniec, bo nie chcę być kolejną Ewą Chodakowską, czy tym całym wylewem fit społeczeństwa. Po prostu to lubię. 

Moja pseudo deprecha, którą złapałem ostatnio, już została zniwelowana. Zaczęliście pisać do moich rodziców, że coś jest nie tak i dostałem od mamy opieprz za to, że się nie uśmiecham, hit. Ale no dobrze. Takie coś bardzo płytkiego postawiło mnie trochę na nogi. I mam nadzieję, że będzie trzymać do końca. Więcej nie zdradzę, bo chwalenie się często sprowadza złą energię, która nie daj Boże rozwali to "coś". Zresztą, chwalenie się to też grzech, bo pobudza zazdrość. A zazdrość to najgorsze gówno, które nas ogranicza w rozwoju, wiecie? Nie ma co zazdrościć, trzeba działać tak, by dorównać, lub mieć lepiej!:) Będziecie pamiętać?

Za 4 dni zaczynamy POP&ROLL! Na koncertach chcę, byście nie oszczędzali głosu. Będziecie mieli jeszcze więcej okazji do śpiewania, tańczenia i wyrzucania z siebie złych emocji. Mam nadzieję, że jesteście gotowi. Jest tak? 

Trzymajcie się, widzimy się za kilka godzin we Wrocławiu, będzie ekstra.

Pisał dla Was szczęśliwy kwiat, elo


Zdjęcia powyżej: 
http://www.fakt.pl/lodz/dawid-kwiatkowski-w-lodzi,artykuly,506138,1,1,9.html