środa, 6 sierpnia 2014

krótka chwila, mały błąd…


Na początek mały rebus, kategoria: MUZYKA - 

odpowiedzi proszę przysyłać w komentarzach, hahaha





4 dni, 3 noce - miało być inaczej. 4 noce, 5 dni… tak miało być. Mielno z najlepszą ekipą na świecie, moją ekipą, która wierzyła we mnie i wciąż wierzy. Czemu pojechaliśmy wcześniej? Typu… siedzieliśmy do poźna w domkach, rozmawialiśmy,  biegaliśmy od jednego do drugiego, kłóciliśmy się, śpiewaliśmy, tańczyliśmy… po prostu myślę, że i ludzie, którzy byli tam prócz nas mieli nas dość i my już sami chyba nie mieliśmy kompletnie baterii. Skoro w ostatni dzień byliśmy w stanie wszyscy położyć się na sobie i powiedzieć głośno "jedziemy stąd" to był znak, że aloha team po prostu został zniszczony. Reasumując jednak, nie wiemy, które określenie bardziej pasuje do tych wczasów. Czy "Mielno nas zniszczyło", czy "To my zniszczyliśmy Mielno"… nie wiem, ale fajnie, że nawet kiedy do spartańskich warunków przyzwyczajeni nie jesteśmy, umieliśmy się tam odnaleźć i czuć się jak dzieciaki, które dostały godzinę w gratisie od rodziców na bycie z kumplami na ławce pod blokiem :) Polecam miejscówkę Kalifornia Camp w Mielnie, morze pół minuty od wyjścia z domku, a sklep za płotem czynny  do nocy. Czego można chcieć więcej?

Niestety, dystans, który między nami zawsze gdzieś tam się pojawia (dlatego, że latam po tej Polsce jak wariat) załamuje czasem naszą przyjaźń. Nie jesteśmy już tak blisko siebie, nie wiemy wszystkiego, co się dzieje, nie zwierzamy się sobie już tak często… Po prostu nie ma jak. Przez SMS i rozmowy telefoniczne nie można wyczuć drugiej osoby. Sami wiecie jak bardzo różnią się rozmowy na żywo od tych przez telefon, to oczywiste. Oczywiście przyjaźnimy się nadal i są dla mnie wszystkim, mam nadzieję, że ja dla nich też… ale wiem, że nasza rozłąka trochę nam psuje niektóre sprawy… Nieważne, ten wyjazd był nam potrzebny, mogliśmy sobie wszyscy nawzajem podocinać i było śmiesznie. Już planujemy następne. 

Teraz jestem w obozach w Krynicy. Przyjechałem w czwartek 31.07… podróż nie była łatwa. Mielno-Koszalin-Gdańsk-Warszawa-Kraków i dopiero Krynica. Dwa samoloty, pociągi i auta. 900 km pokonane w 6 godzin - nie jest źle. Komitet powitalny z Krakowa czekał na mnie na lotnisku, trochę się speszyłem słysząc pisk, gdy wchodziłem na terminal, a wszyscy ludzie takie małe whot the fuck?! WHO THE FUCK IS DAWID KWIATKOWSKI? No ale bardzo miło… dziękuję Wam :) 

Jesteśmy już po pierwszym turnusie. To było coś niesamowitego. Wczułem się trochę w kadrowicza, dostałem kurtkę i koszulkę z napisem KADRA, no więc rządzę. Prowadzę z doniczkami wykłady, odpowiadam na pytania, nagrywamy razem teledysk, tworzymy piosenkę, oczywiście non-stop zmuszam wszystkich do śpiewania no i tak to wygląda :) Zresztą większość z Was widziała już chyba nasz pokaz finałowy? Jeśli nie, łapajta:

https://www.youtube.com/watch?v=dC08PcSKkq8

Myślę, że wyszło idealnie. Linia melodyczna wpada w ucho, tekst uderzający, nie jest za pozytywny, nie jest za smutny a teledysk… no po prostu świetny :) A Wy co sądzicie?

Trochę z innej beczki - wkurza mnie już ta fala hejtu ze strony mediów na moją osobę. Wkurza, co nie znaczy, że się tym przejmuje, po prostu wkurza. Najlepiej wziąc zdjęcia z basenu, z urodzin 4FunTV, z pierwszego od roku spotkania ze wszystkimi przyjaciółmi gdzie w tle leżą 4 piwa i podpisać wielkim, czerwonym napisem "KARIERA GO NISZCZY". Tak kochani, piwo z przyjaciółmi sprawi, że moje plany i spełnione już marzenia legną w gruzach. Przepraszam, co ja gadam… ja już jestem skończony :) A trochę poważniej… przykro mi, tak nie jest, wiem, że pewnie kilka osób na tym świecie by tego chciało, ale niestety - ubieram skarpety i lecę do salki, gdzie z moim bandem robimy już trzecią płytę. Pozdrawiam środkowym palcem - tylko teraz nie piszcie, że jestem wulgarny, bo się potne tępą łyżką po czole. 
love


 
























tutaj zdjęcia, które zostały zapisane na moim telefonie podczas krótkiej kradzieży…

















piątek, 25 lipca 2014

29 - trudne sprawy




No i wyjechałem… tak jak mówiłem, w busie i w hotelowych łóżkach prześpię 40 dni. Takie są wymogi tego, o co walczyłem, więc nie narzekam. W sumie to jest fajnie, oprócz pokus, które ciągle gdzieś tam się czają, typu imprezy, albo nocne wypady. Mi niestety nie można i mimo tego, że media huczą i piszczą tematami mojego mniemanego wiecznego imprezowania nie jest tak. Ktoś musi śpiewać. Kacper i Łukasz (moi gitarzyści) struny wymienią bez problemu, ja będę miał z tym większy problem. A szkoda… hah :)

Piszę do Was z busa z bursztynowej autostrady A1, którą podążam z Władysławowa, gdzie porwaliście mnie swoją energią niesamowicie do Ostrowa Wielkopolskiego zagrać kolejny koncert z trasy 9893tour. W sumie zaczyna się ostatni sezon tej trasy i robimy przerwę na zebranie nagranie płyty, zrobienia burzy mózgów i przyszykowania się do kolejnego sezonu. Nowe piosenki, nowe teksty, nowe aranże… będziecie niesamowicie. Ale nie wybiegajmy w przyszłość, zajmijmy się tym, co jest teraz.

W ostatnim poście zapomniałem wspomnieć o warsztatach tanecznych w Egurola Dance Studio, gdzie mieliście okazje przez 4 godziny tańczyć z najlepszymi tancerzami ze studia, między innymi z Janją. Oczywiście też musiałem się tam pojawić, wpadałem na te sale jak opętany, rozmawiałem z Wami i robiliśmy sobie zdjęcia. Nie powiem, że myślałem, że podejdziecie do tego nieco sceptycznie, ale jak widziałem efekty Waszej pracy, no to jeszcze troche i wszyscy do You Can Dance, heh. Po warsztatach zrobiliście mi mega niespodziankę imieninową… dostawałem od Was prezenty, śpiewaliście dla mnie, a ja tak stałem i nie wiedziałem za bardzo co mam powiedzieć. Dziękuję.

Wczoraj przed koncertem razem z Patrykiem podczas hotelizacji oglądaliśmy Trudne sprawy. Historia toczyła się wokół ślepo zakochanej dziewczyny w facecie, który chciał ją tylko oszukać. Dał jej jakieś kremy za jej pieniądze, ona zrobiła spotkanie "impreze" w swoim saloniku, gdzie chciała je wcisnąć przyjaciółkom jej mamy. Wszystkie zaczęły testować, aż po kolei w jednym rzędzie zaczęły pędzić do toalety "bo parzy". "Jak on mógł mi to zrobić, przecież ja go kocham". 
Słuchajcie, większego szajsu naprawdę nie widziałem. Nie wiem na jakiej zasadzie wybierani są "aktorzy" do tego programu, ale słyszałem o jakichś castingach. Castingach? Skoro wybierani są najlepsi, to nie chcę wiedzieć jakimi umiejętnościami popisali się Ci, co odpadli. Największy odmóżdżator w kraju. 

No to co… ja idę na tylnie siedzenia, czyli mój tron. Prześpię się i zacznę szykować się na koncert. Dziś klub, zaczynamy o 21:30 - MAGNES, szykuj się! :)