i znów piszę do Was z drogi powrotnej do Warszawy.
Udało mi się kilka dni pobyć w Warszawie, załatwić kilka spraw i fajnie spędzić swoje imieniny. Tak, zdecydowanie były to najlepsze imieniny na świecie. Raz, że niespodziewajką, która weszła nagle do mnie do domu była Karla, dwa - był to dzień koncertu Ellie Goulding. Byłem, widziałem, po raz kolejny… był to o 200% lepszy koncert niż np. na Torwarze… może dlatego, że mniejsza miejscówa, a sami wiecie, że jak ciaśniej, to lepiej. Okej. Dała z siebie no takie 90% w porównaniu z innymi koncertami, ale nie dziwię się jej, upał, w którym śpiewała, był niesamowity, ja nie stojąc na scenie byłem cały mokry. Przed koncertem udało mi się z nią zobaczyć ( w tym miejscu wielkie dzięki dla Knorr ), zrobić zdjęcie i wymienić kilka zdań. Ellie pochwaliła moją koszulkę, ja podziękowałem jej za Figure 8, skoro to jedna z najbardziej wpływających na mnie piosenek, musiałem to zrobić… coś tam jeszcze i wyszedłem, miała mało czasu, zaraz wchodziła na scenę, a więc pobiegłem po coś do picia i na miejsce. No i co… początek koncertu i działo się dokładnie tak jak powinno, czyli pierwsza piosenka… Figure 8. Koncertu lepiej zacząć się nie da. Po samym koncercie mały after w Temacie Rzeka i spać.
Wskoczyłem też na jeden dzień, a raczej na jedną noc do Poznania na urodziny Remika, szefa mojej wytwórni. Wszystko działo się w Klubie Pacha, o którym już tam gdzieś wcześniej słyszałem, bo przecież Poznań blisko Gorzowa. Ogólnie wiadomo, nie moje klimaty - koszula i muszka, ale daliśmy radę, a pod koniec imprezy był taki sztos, że nie chciało się schodzić z parkietu. Później after u Macieja i szybko do auta bez sekundy snu, aby zdążyć na koncert w Czeladzi.
Sama Czeladź przywitała mnie chorobą, jakąś jednodniową grypą, nie mam pojęcia co się działo, pierwszy raz chyba tak się czułem. Rosołek, witaminy i sen - dziś czuję się lepiej. Koncert sztosik, pełno Was znowu… piękne plakaty, śpiewaliście tak, że dziś pewnie macie kłopoty z głosem, frekwencja sztosik… jeździcie po całej Polsce, to jest niesamowite. Dziękuję. Chciałem zostać na Margaret, ale poszedłem z chorobą do łóżka, ale nie było fajnie, nie polecam.
Kręciłem też reklame dla Garniera, jutro mam nagrywki do kolejnej reklamy, tym razem nie z Garnierem i nie z Pumą… ale z… dowiecie się w swoim czasie ziomeczki:)!
Trzymajcie się ciepło, see ya!
+ jak za 3 dni wyjadę na trasę, to do domu wracam 2 września. 2 albo 3. Fajnie nie?



























