Dla niektórych, tak jak np. dla mnie - może być to niewyobrażalnie odważne i zarazem głupie zachowanie w stosunku do swojego ciała. Dla innych - coś podobnego do treningu na siłowni, tylko zamiast pracować i budować swoje mięśnie, próbujemy się do nich dostać trochę szybciej - tnąc się, przy czym uwalniać endorfiny, hormony szczęścia. Czujemy się wtedy lepiej i zapominamy na chwilę o problemach, które siedzą w naszej głowie. Za chwilę znów to robimy, bo jednak wracają, a ból nie wystarczył na długo. Powody? Jest ich mnóstwo, np:

To screen wiadomości od jednej z moich fanek. Tu zaczyna się problem - bo czy młodzież naprawdę nie widzi innych ścieżek do rozwiązywania swoich problemów? Czy też nikt o nich nie mówi głośno i wydaje się, że to jedyne rozwiązanie, by poczuć się choć trochę, choć na chwilę lepiej?
Halo, przecież każdy ma problemy. Ja, będąc nastolatkiem (skończył 20 lat 26 dni temu i już szpanuje dwójką z przodu...), szedłem przez gorzowskie ulice, a za mną pełno, naprawdę mnóstwo problemów, z którymi spotykałem się oko w oko na co dzień. Nie było to fajne. Dużo spraw rodzinnych, złe towarzystwo, kłopoty w szkole - w czasach gimnazjum byłem niezłym, łagodnie mówiąc urwisem i potrafiłem zajść za skórę nauczycielom. Kiedyś nawet wywalili mnie z klasy, taki rebelle. W końcu wydawało mi się, że stoję w miejscu, a przede mną wielki mur i nic nie jest w stanie mi pomóc, że już dalej nie pójdę. Nigdy jednak nie myślałem o tym, by zrobić sobie krzywdę i zostawić na swoim ciele ślady, które zostaną ze mną do końca życia, a raczej na mnie. To bezsensu. Zdaję sobie sprawę, że jednak ja to ja, a ludzie są różni, nie każdy widzi inne drogi do odnalezienia choć odrobiny szczęścia.
Tym postem chciałbym przypomnieć, że samookaleczenie się wciąż jest dużym problemem w Polsce jak i pewnie na świecie. Zainteresowałem się tym tematem po tym, jak zobaczyłem głębokie, czasami świeże rany na rękach podniesionych do góry podczas moich koncertów. Cała radość z bycia na scenie i śpiewania dla ludzi wtedy znikała. Wiecie, na scenie często zamykam oczy. Wtedy sobie myślę - teksty znam tak, że potrafię je zaśpiewać w środku nocy obudzony przez wojsko. Więc mogę sobie myśleć. Tak stało się też wtedy, po prostu myślałem - po co, czemu i na co to komu. Teraz to zrozumiałem.
Nie jestem psychologiem, psychiatrą, ani nikim, kto mógłby tutaj napisać Wam, tym, co się tną, co powinniście zrobić. Chciałbym, byśmy wszyscy na ten temat mówili coraz więcej, by ruszyć machinę pomocy, a nie omijali ją. Dużo przeczytałem, dużo porozmawiałem, mam z tymi ludźmi kontakt na co dzień. Moi fani wiedzą, że gdy zobaczę u nich rany, robi mi się strasznie przykro i wolę tego nie widzieć. Wiedzą też jednak, że jestem i ich wspieram - a uwierzcie mi, usłyszałem już nie raz, że dzięki mojej uwadze, już tego nie robią. Wnioskując...? Rany to słowa, które złożone w jedną całość błagają nas o pomoc i o zwrócenie na nich swojej atencji. Róbmy to, nie bójmy się pokazywać tym, co przegrywają z życiem, że się o nich martwimy. Bądźmy dla siebie przyjaciółmi, albo chociaż kolegami.
Na koniec kilka zebranych rad ode mnie dla wszystkich tych, którzy mają obok siebie osoby, które robią sobie krzywdę za każdym razem, gdy coś pójdzie nie po ich myśli.
Nie złośćmy się na nich. Rozmawiajmy i wytłumaczmy, że takie działania mają też wpływ na Was. Nie mylcie tego z szantażem.
Nie każmy ludziom obiecywać, że nigdy już tego nie zrobią - to nic nie da.
Bądźmy przyjaciółmi.
Pamiętajmy, że to wymaga czasu.
Informujmy najbliższą rodzinę o takich sprawach - problem może powstał przez nich, a o tym nie wiedzą.
NIGDY z tego nie drwijmy. Ryzyko, że osoba, która się tnie, popełni w przyszłości samobójstwo jest 50-ciokrotnie wyższe, niż np. u mnie, o człowieka, który nigdy nic sobie nie zrobił. Wyobraźcie sobie teraz jak słabi Ci ludzie muszą być w środku i jak łatwo zniszczyć ich małą, wyplutą z ryja drwiną. Uważajmy na to.
Na sam koniec części pisanej - pamiętajcie wszyscy, że u Was w szkołach pracuje ktoś taki, kogo pewnie nie lubicie, ale może dużo dla Was zrobić. Nazywa się pedagog szkolny i nie, to nie wstyd, że pójdzie się do niego i wyleje się wszystkie smutki związane z dorastaniem.
Taka osoba pomaga, uwierzcie.
zdjęciaodfanówktórzysięokaleczali